Niestety brak mi słów na to co działo się dzisiaj w krajowej polityce. W zasadzie wpisu na blogu nie powinno być w ogóle, bo szkoda czasu na zajmowanie się bredniami. Naprawdy dziwię się tym wszystkim publicystom i blogerom zachwycającym się dysputami nad świńskimi ryjami i zadami. Kto słyszał dzisiejsze wypowiedzi polityków i widzał niby zabawne przyśmiewcze rysunki szkalujące przeciwną partię, ten wie o co chodzi. A wina leży równo po obu stronach.
Lada dzień czekają nas wybory do Parlamentu Europejskiego. Szkoda, że nie odbyła się ANI JEDNA prawdziwa, medialna debata kandydatów. Powinniśmy debatować nad przyszłością Unii Europejskiej, Traktatem Lisbońskim, wspólną polityką regionalną, rolną czy obronną, a przede wszystkim nad bezpieczenstwem energetycznym. Natomiast przed wyborami zastanawiano się kto ma bardziej polskie nazwisko i nie reprezentuje niemieckiego interesu.
I trudno dziwić się, że frekwencja wyborcza będzie równie niska jak 5 lat temu. Idąc na wybory, oddając ważny głos poniekąd legitymizujesz istniejący system, przykładasz rękę do żenująco niskiego poziomu debaty publicznej. Udowadniasz, że język i tanie argumenty jakimi operuje tzw. elita polityczna, która stanowi elitę chyba tylko z nazwy tak naprawdę Ci odpowiada. A mniej oddanych głosów, to mniejsze dotacje z budżetu państwowego dla partii politycznych. Może warto jednak nie głosować, mając na uwagę ograniczenie środków dla partii politycznych. Zresztą dobrze, że i tak dotacje zostały częściowo obcięte z uwagi na kryzys. A mnie cieszy tylko, że dopiero wróciłem do domu. I nie mogłem śledzić tego cyrku na biężąco. A zwolennikom PiS-u współczuję, jednocześnie się dziwiąc, że popierają ludzi, którzy chcą osiągnać niewiadomo co, przemawiąjąc językiem w stylu: "Odezwa CDU i CSU to mowa Hitlera". PiS-owcy kompromitali Polskę na arenie międzynarodowej w latach 2005 - 2007. Sami zresztą obalili własny rząd. I może lepiej by ich rola w Parlamencie Europejskim była możliwie jak najbardziej marginalna.


